LONDYN – INFORMACJE PRAKTYCZNE

W tym wpisie dowiecie się kiedy warto jechać do Londynu, jak dojechać z lotniska Luton do centrum, jak najlepiej poruszać się po mieście, gdzie warto dobrze zjeść, czym najkorzystniej płacić, co można zobaczyć zupełnie za darmo oraz w jakiej dzielnicy spaliśmy podczas naszego pobytu. Zapraszam do wpisu pełnego praktycznych wskazówek, a także informacji jak zminimalizować koszty zwiedzania Londynu.

Kiedy i na jak długo jechać do Londynu?

Najlepszym okresem na podróż do Londynu jest teoretycznie jesień lub wiosna, kiedy nie ma dzikich tłumów na mieście, a szczególnie przy najważniejszych atrakcjach. Niestety w tych porach roku pogoda w Londynie bywa mocno kapryśna i możemy nie zaznać promieni słońca, a nawet dnia bez deszczu. Wybierając ten wyspiarski kierunek trzeba być przygotowanym, że w każdym momencie może zacząć padać lub zaświeci słońce – pogoda tam jest nieprzewidywalna i zmienia się bardzo szybko, prawie jak w górach 🙂 Biorąc pod uwagę takie zawirowania, najbezpieczniej byłoby przyjechać latem, ale niestety nawet to nie daje nam pewności bezchmurnego nieba, a turystów jest na pewno dużo więcej. Kwestia wyboru terminu jest zatem bardzo indywidualna. Nam udało się ustrzelić tanie loty w długi weekend listopadowy, dlatego nie zważając na pogodę podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Jeśli kiedyś tam wrócimy (a myślę, że wrócimy na pewno) to będziemy celować w wiosnę, kiedy wszystko pięknie kwitnie albo w okres przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy całe miasto jest cudownie przyozdobione i czuć niesamowity klimat.

Odpowiedź na pytanie „Na jak długo wybrać się do Londynu?” jest uzależniona od tego co chcemy tam zobaczyć. Jeśli zamierzacie tylko zwiedzić miasto (tak jak my) nie wchodząc do różnych atrakcji, zabytków czy muzeów to powinny wystarczyć Wam 3-4 dni. Natomiast jeśli planujecie zwiedzanie wnętrz to na pewno potrzebujecie więcej czasu. Wszystko zależy od tego co chcecie zwiedzić i jak dokładnie. Na pewno podczas planowania trzeba uwzględnić czas spędzony w danej atrakcji (myślę, że średnio są to 2-3h) a także dojazd do nich, ponieważ miasto jest bardzo rozległe, nawet jeśli mówimy o samym centrum.

Jak najkorzystniej płacić w Londynie?

Walutą obowiązującą w Wielkiej Brytanii jest funt brytyjski. Dla ułatwienia obliczeń przyjmowaliśmy 5 PLN za funta, choć w rzeczywistości kurs był wtedy o kilka groszy niższy. W 99% miejsc w Londynie można zapłacić kartą, dlatego nie ma konieczności brania ze sobą gotówki. Korzystaliśmy z niezawodnego Revoluta, który do przeliczania złotówek na funty używa najkorzystniejszego kursu wymiany (porównywaliśmy to zarówno z Internetowym Kantorem, Cinkciarzem i Walutomatem). Załadowaliśmy kartę złotówkami i przy każdej płatności kartą pieniądze były na bieżąco przeliczane po aktualnym kursie. Taka forma płatności za granicą jest najlepszą możliwością i zarazem bardzo wygodną opcją, którą gorąco polecamy. Jeśli jeszcze nie macie karty Revolut możecie założyć ją za darmo, a z tym linkiem będziecie mieli darmową przesyłkę.

Ile zapłaciliśmy za bilety lotnicze i jak obniżyć tę kwotę?

Bilety lotnicze kupiliśmy 4 miesiące przed wyjazdem za 224 PLN za dwie osoby w dwie strony (z Wizz Discount Club) z Krakowa. W cenę wliczony był tylko bagaż podręczny. Co więcej, udało nam się jeszcze obniżyć ostateczną cenę biletów ze względu na zebrane punkty w klubie Wizzair (otrzymuje się je za rezerwacje zrobione przez linki Wizzaira – np. rezerwując hotel na booking.com czy wynajmując samochód). To bardzo dobry sposób na tańsze bilety lotnicze. Czas lotu na tej trasie to 2h.

Jak dojechać z lotniska Luton do centrum Londynu oraz jak zapłacić mniej za ten transport?

Z lotniska Luton do centrum Londynu można dostać się na kilka sposób. Oczywiście najszybszą opcją będzie taksówka, ale zapewne najdroższą. Trzeba wiedzieć, że Luton znajduje się prawie 60 km od centrum stolicy Wielkiej Brytanii. Najsensowniejszą dostępną opcją jest autobus z lotniska. Transport dedykowanymi autobusami realizuje kilku przewoźników, ale z tego co zauważyliśmy najwięcej połączeń ma National Express oraz Green Line. W obydwu przypadkach bilety można zakupić wcześniej przez stronę do czego zachęcamy ze względu na cenę oraz fakt, że po przylocie kilku samolotów na raz tworzą się kolejki do kas, a potem do autokarów. National Express zarezerwujecie pod tym linkiem, a Green Line pod tym. Im wcześniej zarezerwujecie bilety tym cena będzie niższa, szczególnie jeśli wybierzecie opcję w dwie strony. Pierwszy przewoźnik oferuje bilety już od 5 funtów za osobę w jedną stronę, ale dolicza do każdej rezerwacji opłatę w wysokości 1 funta. Drugi przewoźnik ma stałą stawkę na stronie – 11,50 funtów za osobę w jedną stronę i 17,50 funtów za osobę w dwie strony. My niestety nie przygotowaliśmy się wcześniej i kupowaliśmy bilety na lotnisku. Ceny na stronie wynosiły w dniu przylotu tyle samo co w kasie. Niestety nie było już miejsc na National Express, które próbowaliśmy kupić w automacie (po prawej stronie po wyjściu z hali przylotów, przed samym wyjściem z terminala). Dlatego skorzystaliśmy z Green Line, które zakupicie w kasie obok automatów z biletami. Dużym plusem dla przewoźnika National jest fakt, że nie sprzedaje on biletów, gdy miejsca na dany autobus się skończą (dostępne są jedynie bilety na pierwszy wolny autobus), natomiast Green Line sprzedaje po prostu bilet i czekasz w kolejce do autobusu, przy czym może się tak zdarzyć, że się do niego nie zmieścisz i musisz czekać na kolejny (jak to było w naszym przypadku). Autobusy przewoźników kursują co 20-30 minut, a czas trwania transportu do centrum (Victoria Station) to 70-90 minut. Koszt biletu zakupionego w dniu przylotu wyniósł 12 funtów (ok. 60 zł) od osoby w jedną stronę. Szczegółowy rozkład przystanków znajdziecie na podanych stronach przewoźników.

Poza autobusami mamy jeszcze alternatywę w postaci pociągu. Jednakże, aby się na niego dostać trzeba przejechać do przystanku Luton Airport Parkway, z którego odjeżdżają pociągi. Autobus liniowy na pociąg odjeżdża co ok. 10 minut, a transport trwa do 10 minut. Tam wsiadamy w szybki pociąg Thameslink, który po 40-50 minutach jest na stacji London Blackfriars. W tym przypadku działa taka sama zasada jak przy autobusach – im wcześniej kupimy bilet na stronie tym będzie on tańszy. W naszej sytuacji koszt pojedynczego biletu w kasie wynosił ponad 20 funtów, dlatego zrezygnowaliśmy z tej opcji. Jeśli chcecie sprawdzić cenę biletu możecie to zrobić pod tym linkiem.

Jak najlepiej poruszać się po Londynie?

Zdecydowanie najwygodniejszą formą komunikacji miejskiej w Londynie jest metro. Siatka połączeń jest tak duża, że dojedziemy we wszystkie najpopularniejsze miejsca bez żadnego problemu. Na każdej stacji są mapy z przejrzystym układem linii metra, dlatego możemy przemieszczać się po mieście z dużą łatwością, a także prędkością – co kilka minut odjeżdża pociąg. Już sam fakt, że jest to najstarsze metro na świecie pokazuje jaki to popularny rodzaj transportu w Londynie. Klikając w ten link znajdziecie wszystkie mapy na tzw. Tube (metro podziemne) oraz Rail (pozostałe pociągi, czyli London Overground, DLR, TfL Rail czy National Rail). Zanim wejdziecie za bramki metra musicie kupić bilet. W tym celu polecam założyć kartę Oyster Card i doładować ją najlepiej kilkoma funtami na początek. Zrobicie to w automatach na każdej stacji Tube, Overground i TfL – my zakładaliśmy na St James’s Park. Do każdej karty doliczana jest kaucja w wysokości 5 funtów, która jest potem zwracana przy zamykaniu karty (co robi się w automacie z oznaczeniem „refund”) i wtedy też otrzymujemy środki, które ewentualnie zostały nam na karcie. Przy każdym wejściu i wyjściu ze stacji trzeba odbić kartę. O ile na stacji metra nie da się przejść przez bramkę bez odbicia karty, tak już w przypadku niektórych stacji DLR zamiast bramek są słupki z czytnikami kart. Jest to o tyle ważne, że nieodbicie karty przy wyjściu skutkuje naliczeniem maksymalnej opłaty za daną trasę.

Dla osób planujących częste korzystanie z komunikacji miejskiej nie bez znaczenia będzie fakt, że przewidziane są maksymalne dzienne limity wydatków na transport powyżej których opłaty nie są pobierane. Dzienny maksymalny limit jaki wydacie na transport z Oyster Card poruszając się w strefach 1-4, to 10,10 funta. Z naszego rozeznania wynika, że ta opcja jest najtańsza – przykładowo Travel Card daje maksymalny dzienny limit wydatków w tych strefach do kwoty 13,10 funta. To, ile konkretnie wydacie i jaką kwotą najlepiej zasilić kartę zależy od tego na jakich trasach będziecie się przemieszczać i jak często.  W oszacowaniu ceny transportu z pewnością pomoże Wam szczegółowy cennik dostępny pod tym adresem. Zgodnie z nim Londyn jest podzielony na strefy oznaczone poszczególnymi cyframi (to również widać na mapie, ale trzeba się dobrze przyjrzeć), gdzie 1 oznaczone jest ścisłe centrum.  Pod tym linkiem sprawdzicie również maksymalne limity dla wszystkich stref.

Nasz nocleg znajdował się w strefie 3, dlatego koszty transportu metrem były dosyć wysokie i w 3 dni wydaliśmy 32 funty na dwie osoby, czyli po przeliczeniu ok. 160 PLN. Zachęcam osoby anglojęzyczne do zgłębienia tematu na podanej wyżej oficjalnej stronie. Jeśli mielibyście jakieś pytania zapraszam do komentowania lub bezpośrednich wiadomości – chętnie pomożemy 🙂

Alternatywą dla metra jest autobus, który w Londynie pełni nie tylko rolę transportu miejskiego, ale również jest jednym z symboli tego miasta. Te czerwone, piętrowe autobusy stały się tak sławne, że wprowadzono je na stałe jako atrakcja, w różnych turystycznych miastach. Dzięki nim można podziwiać otoczenie z innej perspektywy i oglądać najważniejsze zabytki, a dodatkowo posłuchać o ich historii. Taka atrakcja to tzw. hop on & hop off, gdyż na poszczególnych przystankach można wsiadać i wysiadać do woli w ramach całodniowego biletu. Pozwala to na zobaczenie dużej ilości zabytków w krótkim czasie. Korzystaliśmy z tej opcji w Bolonii (o czym dokładnie możecie przeczytać w poście CITY RED BUS – ALTERNATYWNY SPOSÓB ZWIEDZANIA BOLONII i bardzo ją polecamy, szczególnie w dużych miastach. Londyn, który jest kolebką takiej formy zwiedzania ma bardzo szeroką ofertę. Dla zainteresowanych podaje link do strony z wycieczkami www.theoriginaltour.com/en/tours/hop-on-hop-off. Natomiast jeśli chodzi o zwykłe miejskie, czerwone autobusy to zdecydowanie odradzam taką formę transportu, gdyż jak się dowiedzieliśmy od znajomych londyńczyków, trasy są bardzo zagmatwane i łatwo się pogubić, nie mówiąc o tym, że korki skutecznie spowalniają przemieszczanie się po mieście.

Jakie są ceny w Londynie? Jak zredukować wydatki na jedzenie?

Niestety Londyn to najdroższe miasto, które zwiedziliśmy do tej pory. Zaczynając od drogiego transportu z lotniska – 48 funtów, czyli prawie 240 PLN za dwie osoby w dwie strony, przez metro – koszt na 3 dni wyniósł 32 funtów, czyli jakieś 160 PLN, po ceny w restauracjach – (zjedliśmy najdroższe śniadanie w życiu!) english breakfast + tost + herbata kosztowało nas lekko ponad 25 funtów, czyli 125 PLN! Trzeba przyznać, że nie jest to budżetowy kierunek, dlatego bądźcie na to przygotowani. Jeśli jednak zamierzacie się sami żywić to Wasze portfele nie powinny na tym bardzo ucierpieć gdyż ceny w Tesco w dzielnicy Lewisham były po przeliczeniu w wielu przypadkach dokładnie takie jak u nas lub nieco wyższe, przykładowo:

  • piersi z kurczaka – 5,85 £ za kg,
  • ser żółty – 2 £ za opakowanie 250g,
  • chleb – 1,10 – 1,35 £ za bochenek,
  • papryka różne kolory – 2,43 £ za kg,
  • sałata – 1,10 £ za sztukę,
  • pomidory – ok. 2 £ za kg,
  • kapsułki do zmywarki Finish – 6 £ za opakowanie 46 sztuk,
  • wina w promocji – 6-8 £ za butelkę.

Dlatego jeśli Wasz wyjazd ma być mocno budżetowy to proponuję wynająć pokój z aneksem i przyrządzać posiłki samodzielnie albo w zwykłym pokoju robić samemu śniadania i kolacje. W ten sposób na pewno zaoszczędzicie dodatkowe funty, które będzie można przeznaczyć na coś innego 🙂

Jakie są ceny atrakcji? Jakie są bezpłatne atrakcje Londynu?

Jeśli chodzi o ceny atrakcji to są one równie wysokie jak ceny w restauracjach. Na przykład przejażdżka słynnym diabelskim młynem – London Eye to koszt od 27 funtów za osobę. Pozostałe atrakcje też nie odstają i kosztują niemało. W związku z tym, że nie planowaliśmy takich dużych wydatków na tym wyjeździe, ograniczyliśmy się do zwiedzania miasta i bezpłatnych atrakcji, a takich jest całkiem sporo. I tutaj ogromny plus dla miasta, ponieważ wszystkie publiczne muzea są darmowe! Nie będę opisywać Wam szczegółowej charakterystyki każdego muzeum, gdyż po prostu nie udało nam się ich zwiedzić, ale z pewnością w przyszłości to nadrobimy. Podaję Wam całą listę, a zainteresowanych konkretnym Muzeum zachęcam do wygooglowania szczegółowych informacji oraz godzin otwarcia:

  • Natural History Museum – Muzeum Historii Naturalnej (to ze słynnym szkieletem diplodoka, który notabene do 2020 roku jest zastąpiony szkieletem płetwala błękitnego)
  • Victoria & Albert Museum – eksponaty związane ze sztuką i rzemiosłem artystycznym
  • National Museum of Childhood – filia Victoria & Albert Museum z zabawkami dla dzieci
  • British Museum – 7 milionów eksponatów związanych ze starożytnością
  • National Gallery – 2000 dzieł malarstwa, w tym obrazy Vincenta van Gogha czy Leonarda da Vinci (na zdjęciu)
  • National Portrait Gallery – galeria portretów i fotografii
  • Tate Modern – muzeum sztuki nowoczesnej zlokalizowane w dawnym budynku elektrowni
  • Tate Britain – zbiory brytyjskiego malarstwa
  • Science Museum – Muzeum Nauki z interaktywnymi wystawami
  • Imperial War Museum – eksponaty wojenne w tym prawdziwe czołgi i militaria
  • National Maritime Museum – muzeum morskie w Greenwich o tematyce marynistycznej
  • Old Royal Naval College – dawny pałac przekształcony w szkołę morską
  • Royal Air Force Museum – Muzeum Lotnictwa
  • Royal Observatory – obserwatorium astronomiczne z granicą między półkulą wschodnią i zachodnią
  • Museum of London – historia Londynu w ponad 1 milionie eksponatów
  • Museum of Docklands – muzeum historii Londynu zlokalizowane obok Canary Wharf
  • Bank of England Museum – historia brytyjskiego Banku Centralnego

Poza wymienionymi obiektami są także miejsca, oczywiście zupełnie bezpłatne, które warto odwiedzić podczas zwiedzania stolicy Wielkiej Brytanii. To przede wszystkim Borough Market, będący jednym z najstarszych targowisk w Londynie. Znajdziecie tam hurtowych i detalicznych sprzedawców jedzenia, ale tylko od czwartku do soboty w godzinach 10-17. Nam niestety nie udało się tam dotrzeć w tym przedziale czasowym, ale przechodziliśmy przez Borought Market wieczorem i muszę przyznać, że jest to bardzo klimatyczne miejsce. Następnym razem na pewno tam zajrzymy w ciągu dnia.

Innym ciekawym marketem jest Camden Market, który bardzo polecała nam znajoma mieszkająca w Londynie. Tam znajdziecie bardziej awangardowe przedmioty, ale również antyki i nowoczesne ubrania.

Jest jeszcze jeden targ, który koniecznie musicie odwiedzić. To Portobello Road Market znajdujący się w dzielnicy Notting Hill. Miejsce to ma niesamowity klimat, który tworzy tutaj charakterystyczna niska zabudowa kolorowych domków szeregowych. Do tego mnóstwo niepowtarzalnych antyków, staroci, bibelotów, książek, ubrań czy pamiątek. Zapamiętajcie tę nazwę, bo to kultowe miejsce, którego nie można pominąć podczas zwiedzania Londynu!

Oczywiście Londyn to nie tylko muzea i targi. To miasto pełne zielonych, pięknych parków. Szczególnie polecamy St James’s Park przy pałacu Buckingham (niżej zdjęcie). Godne uwagi są też Hyde Park, gdzie odbywają się różne przedstawienia czy The Regent’s Park z pięknymi alejkami i mostkami oraz pobliskim ZOO.

Inne bezpłatne atrakcje Londynu to Piccadily Circus czy Trafalgar Square, o których wkrótce przeczytacie więcej w kolejnym poście.

Gdzie spaliśmy w Londynie? Jak ograniczyć koszty noclegu w tym drogim mieście?

Nasz nocleg znajdował się w dzielnicy Lewisham (3 strefa metra). Mieliśmy do dyspozycji pokój dzienny, wspólną łazienkę oraz kuchnię w mieszkaniu na parterze niewysokiego bloku. Jak już się pewnie domyślacie spaliśmy u znajomych. Jeszcze raz bardzo mocno dziękujemy Jola! 🙂  Tak!  – udało się chociaż raz mieć darmowy nocleg! I trudno się dziwić, że miało to miejsce akurat w Londynie, gdzie mieszka prawie milion Polaków. Dlatego Moi Drodzy zanim zarezerwujecie jakąś drożyznę (a tanio na pewno nie będzie patrząc na ceny pod turystów), zapytajcie znajomych emigrantów czy nie przygarnęliby Was na kilka nocy. Wierze, że Wam się uda. Szanse są tutaj wyjątkowo duże 🙂 Jeśli jednak nie znajdziecie żadnej dobrej duszy to czym prędzej po zakupie biletów lotniczych wchodźcie na booking.com i łapcie okazję. Im wcześniej to zrobicie tym ceny będą niższe. Jeśli chodzi o lokalizację to im dalej w las (czytaj: od centrum), tym nocleg będzie tańszy, ale pamiętajcie też o wysokich kosztach transportu miejskiego. Trzeba oszacować, która opcja będzie dla Was bardziej optymalna. Może się okazać, że ustrzelicie promocję na nocleg w centrum, ale równie dobrze może być tak, że ceny będą horrendalnie wysokie i będziecie zmuszeni wybrać coś tańszego poza miastem. Co najważniejsze, sprawdźcie czy dana lokalizacja ma dobre połączenie z centrum. Z naszej strony mogę polecić dzielnicę Lewisham jako bardzo spokojną i świetnie skomunikowaną – standardowy pociąg do stacji London Bridge jechał 10 minut, a DLR do stacji Tower Hill 30 minut.

Gdzie jedliśmy w Londynie?

Po pierwszym „śniadaniu mistrzów” (o którym pisałam wyżej przy temacie cen) wiedzieliśmy, że na mieście tanio nie będzie. Ale jak się później okazało wybraliśmy najdroższy rejon – okolice Victoria Station. Bliskość Królowej i Pałacu Buckingham, a także główny dworzec, na który przyjeżdżają autobusy z lotnisk sprawia, że ceny są sztucznie wywindowane. Śniadanie, za które zapłaciliśmy 125 zł było dobre, ale zdecydowanie nie warte swojej ceny. Lokal nazywa się Adrian’s i mieści się przy Buckingham Palace Road. Ehh.. dobrze, że nie weszliśmy do Cafe des Negociants, bo tam było jeszcze drożej! W każdym razie jeśli tak jak my, wysiądziecie z autobusu i jedyne o czym będziecie marzyć to tradycyjny english breakfast – odpuśćcie sobie i idźcie do Maca albo jedźcie gdzieś indziej na śniadanie. Tak przy okazji w bezpłatnej gazecie „METRO” znajdziecie kupony do McDonald’s co trochę nas zdziwiło 🙂

Pomijając ten incydent, chciałabym wspomnieć o śniadaniowej (lunchowej również), londyńskiej sieciówce nazywającej się Pret a Manger, czyli z fr. gotowy do jedzenia. Firma ta specjalizuje się w naturalnej żywności podawanej w formie szybkiej obsługi. Ich owsianki na mleku kokosowym były bardzo smaczne i niedrogie – za dwie zapłaciliśmy 5,78 funta na lotnisku.

Kolejnego dnia gdy wybraliśmy się na zwiedzanie Notting Hill i tam na Pembridge Road weszliśmy do Amoret Notting Hill. Przyciągnęła nas przyjemna atmosfera, którą dało się poczuć już przed wejściem – miła, uśmiechnięta obsługa, pasja do robienia kawy i domowe wypieki sprawiły, że zamówiliśmy latte i chlebek bananowy (całość 7,20 funta), którego przepyszny smak pamiętam do dziś. Polecam z całego serca to miejsce!

Po kilku godzinach zwiedzania Notting przyszedł czas na konkretny posiłek. Nie mogliśmy ominąć kultowej już restauracji Churchill Arms, znajdującej się przy Kensigton Church St. To jedna z najbardziej wyjątkowych knajp w jakich byliśmy. Wchodzi się do niej przez tradycyjny irlandzki pub, w którym z sufitu zwisają różne dziwne przedmioty, począwszy od garnków, kufli po inne zabytkowe starocie. Na tyłach pubu znajduje się tajska restauracja, gdzie z kolei sufit usłany jest dywanem zielonej roślinności. To miejsce jest bardzo dziwnym połączeniem, taką trochę mieszanką wybuchową. Na pewno nie można odmówić mu oryginalności 🙂 Jakby tego było mało, tajskie jedzenie było dokładnie takie jak w Tajlandii! Pierwszy raz od naszego powrotu z Azji poczuliśmy prawdziwy smak tajskiej kuchni. Ceny są bardzo przystępne (pad thai i inne podobne dania – 10 funtów) szczególnie biorąc pod uwagę jakość posiłków, wielkość porcji i klimat tego miejsca. Churchil Arms wyróżnia się także z zewnątrz  – kondygnacje budynków wypełnione są bujną roślinnością, a w czasie świąt Bożego Narodzenia zapełnione są choinkami. Pamiętajcie, żeby wcześniej zarezerwować stolik, bo z marszu będzie ciężko coś znaleźć. Co więcej, macie tylko godzinę, żeby nacieszyć się tym miejscem.

Ja już pewnie zauważyliście jesteśmy fanami kuchni azjatyckiej 🙂 Dlatego też nie mogliśmy ominąć Chinatown i nie skosztować tutejszych specjałów mniejszości chińskiej. Wybraliśmy knajpę trochę na wyczucie, a potem okazało się, że lokal zapełnił się w mgnieniu oka, również klientami narodowości chińskiej. Restauracja nazywa się (New) Gourmet Kitchen i mieści się przy Lisle Street. Jedzenie dostaliśmy bardzo szybko, było smaczne, a porcje odpowiednie by zostawić pusty talerz. Jedynym minusem jest brak możliwości płacenia kartą, ale nie wiemy czy jest tak na stałe czy była to jakaś chwilowa awaria, gdyż kelner informował o tym przy wejściu. Za zupę z wołowiną, ryż z kurczakiem słodko-kwaśnym i herbatą jaśminową zapłaciliśmy 21,40 funta. Z czystym sumieniem polecamy to miejsce.

Kolejnym lokalem godnym polecenia jest The Henry Addington w bankowej dzielnicy Canary Wharf. To miejsce jest zarówno pubem z dobrej jakości piwami kraftowymi w wielu odsłonach (nam najbardziej smakowało arbuzowe) i zarazem restauracją, której główną specjalnością są tzw. traditional british pie, czyli wytrawne ciasta z różnymi nadzieniami, podawane z puree ziemniaczanym i sezonowymi warzywami. Podczas ładnej pogody można korzystać z letniego ogródka, który znajduje się tuż nad jednym z kanałów w otoczeniu wysokich nowoczesnych wieżowców. Sama dzielnica Canary Wharf jest bardzo ciekawa, ponieważ znajduje się w zakolu Tamizy i gdyby nie drapacze chmur przypominałaby Wenecję.

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *